Islamskie nauki przedmałżeńskie

Dziennik:

Bijcie nieposłuszne żony, ale nie za mocno, by nie zostawić śladów. Bijcie lżej niż wielbłąda — takie rady dla mężczyzn ma znany saudyjski kapłan, Muhammad Al-Arifi, który ma swój program w arabskich stacjach telewizyjnych. Tak wyglądają nauki przedmałżeńskie według islamu. (…) Imam zdradza też czym różni się kobieta od wielbłąda. Bo zwierzaka trzeba bić silnie, inaczej nie zrozumie czego od niego chcemy. Żonę trzeba bić lżej niż wielbłąda, by udowodnić jej, że “posunęła się za daleko i nie możemy już tego znieść”.

Ten pan chyba dawno nie dostał gazem po oczach

Pobicie na komisariacie

Gazeta:

Oborniki Śląskie, sobotni wieczór przed wyborami. 30-letni Jakub Rybicki w pubie Evita świętuje z kolegami przyjazd kuzyna, który po trzech latach wrócił z Hiszpanii. Przed piątą rano towarzystwo rozchodzi się. Rybicki z dwoma kolegami idą coś zjeść na stację benzynową Orlenu, 50 metrów od pubu. Zamawiają dziesięć hot dogów.

Rybicki: - Ekspedientka powiedziała, że ma tylko dziewięć, więc zapłaciłem za nie i czekaliśmy, aż je zrobi.

Piotr Mielczarek, kolega Rybickiego: - Skasowała nas, ale powiedziała, że hot dogi dostaniemy dopiero o szóstej.

Rybicki: - Wkurzyliśmy się. Zapłaciliśmy i mamy czekać półtorej godziny? Zażądaliśmy telefonu do jej kierownika, ale o tej porze nikt we Wrocławiu nie odbierał. Włączyłem kamerę w telefonie i kazałem jej wszystko powtórzyć, żeby wysłać to potem na skargę do centrali Orlenu.

Ekspedientka wezwała policję.

Patrol przyjechał po kilku minutach. Interwencja mundurowych też nagrała się na telefonie Rybickiego. Na filmie słychać, jak policjant po rozmowie z ekspedientką mówi: “Słyszeliście panowie, hot dogów nie będzie. Polecam opuścić lokal”.

- Nawet nie zdążyliśmy pokazać mu paragonu za te hot dogi. W ogóle nie chcieli nas słuchać - opowiada Rybicki.

Gdy przechodził obok policjanta, ten zastawił mu drogę. Rybicki twierdzi, że jedynie otarł się o jego ramię. Ale wtedy dowiedział się, że zostanie zatrzymany za czynną napaść na funkcjonariusza.

- Rzucili mnie na bagażnik poloneza, skuli i odwieźli na komisariat - opowiada. - Tam posadzili mnie na krześle, z tyłu skuli ręce kajdankami i zostawili samego. Siedziałem i krzyczałem, że zatrzymali mnie bezpodstawnie i że chcę zadzwonić do adwokata i rodziny.

Wtedy zszedł do niego jeden z policjantów. - Wrzasnął: “Zamknij się” i uderzył kilka razy otwartą dłonią w głowę. Odruchowo ją chowałem, więc oberwałem w uszy. Ciosy były bardzo mocne, za chwilę zacząłem słyszeć, jakbym był w puszce. Potem z innym policjantem rzucili mnie jeszcze na podłogę, razem z krzesłem, i dusili.

Policjanci zawieźli Jakuba Rybickiego do Wrocławia na Izbę Wytrzeźwień. Wcześniej alkotest pokazał, że ma 0,76 miligramów (około 1,5 promila) alkoholu we krwi. Około godz. 15 rodzina odebrała go z izby i zawiozła prosto na ostry dyżur laryngologiczny do szpitala wojskowego we Wrocławiu. Diagnoza: duży ubytek w błonie bębenkowej lewego ucha, krwiaki na błonie w prawym i lewym uchu.

- Lekarz założył mi do ucha sączki z antybiotykiem, ale powiedział, że konieczny będzie przeszczep - twierdzi Rybicki i zapowiada, że policji nie odpuści. - Bicie skutego człowieka to bandytyzm i brak honoru.

Na razie czeka na skierowanie na operację przeszczepu błony bębenkowej i kompletuje ekspertyzy z zakładu medycyny sądowej. Gdy je będzie miał, złoży do prokuratury skargę na policjantów.

Policjanci w cywilu postrzelili kierowcę

Dziennik:

Policjanci w cywilu prowadzili akcję przeciwko złodziejom samochodów. Ich podejrzenia wzbudziło stojące na ulicy Skrzydlatej volvo. W samochodzie nie było m.in. lewego lusterka i tylnych siedzeń. Mundurowi podejrzewali, że auto zostało skradzione.

Wtedy koło volvo pojawił się mężczyzna. Gdy zobaczył cywilne auto i obserwujących go ludzi, schował się za drzewo. Po chwili wrócił, wsiadł do samochodu i ruszył. Policjanci chcieli go zatrzymać. Zapewniają, że włączyli sygnał ostrzegawczy - tzw. koguta. Ale mężczyzna nie reagował. Do pościgu przyłączył się inny patrol, również nieoznakowany. On także miał na dachu “koguta” - relacjonuje policja.

54-latek w pewnym momencie zwolnił. Policjanci mówią, że wyglądało to na zamiar poddania się. Ale mieszkaniec Zgierza nagle przyspieszył i zaczął jechać wprost na mundurowych. “Udało im się w ostatniej chwili odskoczyć. Jeden z policjantów użył broni” - relacjonował w TVN24 Mirosław Micor z łódzkiej policji. Zapewnił, że funkcjonariusz najpierw krzyknął, by mężczyzna się zatrzymał. Strzelił w powietrze, a potem w kierunku jadącego auta. Trafił 54-latka w plecy. Ale ten, mimo ran, uciekał jeszcze kilkaset metrów.

Ranny jest w stanie ciężkim, ale stabilnym. Leży w szpitalu w Łodzi. Okazało się, że volvo należało do niego i nie było kradzione.

Mieli koguta i wszystko OK. Przynajmniej dwóch moich kolegów z klasy w liceum też miało koguty…

Bije żonę - awansuje w policji

Uwaga:

Pani Alicja wyznała dziennikarzom UWAGI!, że przez cały czas swojego małżeństwa była ofiarą domowej przemocy. Brak szacunku, brak zainteresowania, nierzadko podniesiona ręka - taki los miał jej zgotować mąż policjant.

Pani Alicja przez 20 lat była w związku małżeńskim. Twierdzi, że była ofiarą przemocy domowej.

- On potrafił dobrze uderzyć, tak, żeby nie było widać. Nie raz było to zgłaszane policji, a on później śmiał się mamie w twarz. Zawsze, jak wracał z pracy, musiał się napić. A jak wypił, włączała mu się agresja. Jestem tym umęczona. W większości to były nerwy, płacz, stres – opowiada Liliana, córka pani Alicji.

Pani Alicja od lat jest w separacji. Mąż wyprowadził się z domu. Mimo to kobieta z trzema córkami żyje w ciągłym strachu.

- Ostatnio zostałam pobita tuż przy bramie. Byłam na terenie podwórka. Zobaczyłam podjeżdżający samochód. Wyszłam i zobaczyłam, że to mąż. I zaczęły się z jego strony wyzwiska. Tak całe życie było: ty szmato, pijaczko. Popchnął mnie. Upadłam, pociągnął mnie po kamieniach – opowiada pani Alicja.

To zdarzenie zakończyło się kilkudniowym pobytem w szpitalu. Oprócz stłuczeń i siniaków lekarze stwierdzili u pani Alicji wstrząs mózgu.

Po pobiciu na działce pani Alicja zdecydowała się wykonać obdukcję. Sprawę zgłosiła na policję. Wcześniej też szukała pomocy na policji i w prokuraturze, ale wszystkie jej działania kończyły się fiaskiem. Mąż policjant budził lęk i wydawało się, że nie może zostać ukarany.

Mężczyzna w ostatnich latach awansował. Z komendy wojewódzkiej w Łodzi trafił do Warszawy, gdzie pracuje w komendzie głównej policji. Zatrudniony był w biurze kontroli, teraz jest zastępcą dyżurnego kraju.

Chcę ludziom robić dobrze…

89 cm w biuście, 65 w talii i 89 w biodrach. A do tego 170 cm wzrostu. 22-letnia Angelina Kwiatek to najnowsza broń Samoobrony.
Angelina jest nie tylko piękna, ale i inteligentna. Ma również ambitny program wyborczy - pisze “SE”. “Chcę ludziom robić dobrze” - deklaruje kandydatka na posłankę. Pytana o szczegóły, precyzuje: - Żeby ludziom żyło się godniej i wypłaty były wyższe. Jeśli dostanie się do Sejmu, zapewnia, że sobie poradzi. - Nie boję się niemoralnych propozycji, zapewnia.

Przynajmniej jeden redaktor MindFuck trzyma kciuki! Jedziesz dziewczyno!!

Angelina Kwiatek

Bezpiecznie jak pod „Tarczą”

Gdy już US Army zamontują swoje zabawki, i dzięki wytężonym negocjacją nie zapłacimy za ten luksus bezpieczeństwa, firmy budujące przydomowe bunkry mogą wejść w okres wielkiego „prosperity”.

http://www.guardian.co.uk/worldlatest/story/0,,-7000615,00.html

A U.S. Patriot missile was accidentally fired from a military base in Qatar, hitting a nearby farm, the Pentagon said Tuesday. Defense Department spokesman Bryan Whitman said the missile landed in an “unpopulated farm area” and no one was injured.

Gazem w policję religijną

Gazeta

Dwie Saudyjki wyzwiskami i gazem pieprzowym odpowiedziały na upomnienia uważanej do niedawna za wszechmocną policji religijnej.

Zaczęło się standardowo: do dwóch młodych, szczelnie okrytych czarnymi abajami Saudyjek robiących zakupy na bazarze w Chobar podeszli funkcjonariusze osławionych “patroli moralności”. Ich zdaniem miały zbyt intensywny makijaż.

I tu policjantów Komisji ds. Szerzenia Cnoty i Zapobiegania Występkowi spotkała niespodzianka, bo zamiast potulnie wysłuchać wykładu o przyzwoitości, dziewczyny zwymyślały ich od terrorystów, a jedna prysnęła im w twarze gazem pieprzowym.

Trzeba było wsparcia dwóch policjantów, by kobiety doprowadzić na posterunek, gdzie po przesłuchaniu, wyrażeniu skruchy i podpisaniu przeprosin zostały zwolnione do domu.(…)

Skąd się biorą policyjne statystyki

Rzeczpospolita:

Policjanci z Mokotowa fałszowali dokumenty, zacierali ślady przestępstw i poprawiali statystyki.(…)

Zarzuty dotyczą: utrudniania postępowania karnego, czyli zacierania śladów przestępstw, fałszowania dokumentów, fałszowania statystyk. – Między innymi zaniechania czynności procesowych przez funkcjonariuszy, które mogły skutkować niewykryciem sprawców przestępstw, a także niezgłaszaniem do rejestru rzeczy utraconych – mówi „Rz” Alicja Budka z Prokuratury Okręgowej w Płocku.(…)

Policjanci, aby poprawić swoje notowania, nie wpisali do zestawień statystycznych kilkudziesięciu spraw, które nie zostały zakończone i nie wykryto sprawców.(…)

Inny sposób zawyżania wykrywalności przestępstw zastosowali policjanci ze Starych Babic. W 2005 roku w czasie przeprowadzki komendy z szafki wysypały się akta niezakończonych spraw. Na dokumentach widniały podpisy komisarza Michała L. Szefostwo komendy wszczęło wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Sprawą zajęła się też prokuratura, ale umorzyła śledztwo, bo nie stwierdziła, aby doszło do przestępstwa. Zdaniem śledczych funkcjonariusz nie ukrywał dokumentów celowo.

Zastraszone żony policjantów

Interwencja:

Wstrząsające wyznania żon bitych przez mężów - policjantów. Kobiety są poniżane i zastraszane. Boją się wezwać policję, bo to koledzy ich katów. Koledzy, nawet gdy wiedzą o biciu, często odradzają założenie sprawy.

Cały reportaż można obejrzeć tu.

Dziękuję, nie głosuję

Nie, żeby Robert Gwiazdowski mnie jakoś specjalnie obchodził, ale jest to chyba jedyna znana mi z telewizora gadająca głowa, która powiedziała publicznie, że nie pójdzie głosować. Inna sprawa, jakie są tego niegłosowania powody, ale i tak gość miał wystarczająco dużo odwagi, żeby powiedzieć: nie głosuję i nie zawracajcie mi dupy. Szczególnie w przekraczającej wszelkie granice nachalnej nagonce na niegłosujących, którą zafundowali nam akwizytorzy demokracji. Dlatego, jak to się mówi, brawa dla tego pana.